John Strelecky – Kawiarnia na końcu świata

Moje wrażenia po przeczytaniu Kawiarni na końcu świata John'a Strelecky'ego.

Przyciągnął mnie tytuł, jednak dopiero jak do mnie dotarła, doczytałam, że to poradnik i to z tych o motywacji, samorozwoju. Oj gorzej wybrać nie mogłam, bo jak coś do mnie nie przemawia, to właśnie takie pozycje.


Moje wrażenia po przeczytaniu Kawiarni na końcu świata John'a Strelecky'ego.

Jest cieniutka, 140 stron, co mnie w sumie zaciekawiło, bo zazwyczaj poradniki kojarzą mi się z cegłą. Czcionka jest ogromna, jak w książce dla dzieci. Na szczęście nie jest typowym poradnikiem, którego nie da się czytać jednym ciągiem. Co prawda czytałam ją 2 dni, ale to klasycznie przez brak czasu.

Bo książka napisana jest lekko, przyciąga od pierwszej strony. W normalności kreuje, jakby marzenie senne, ma w sobie taką nierzeczywistą otoczkę. A może tylko ja ją tak odebrałam. 

Moje wrażenia po przeczytaniu Kawiarni na końcu świata John'a Strelecky'ego.

Krótkie opowiadanie człowieka, który zdobywa kolejne szczeble korporacyjnej drabiny i zaczyna coraz mocniej odczuwać wypalenie. Więc jedzie naładować bateryjki. Korek na drodze, szukanie alternatywnej drogi, zgubił się i znalazł kawiarnię na pustkowiu. Dziwne menu, z 3 dziwnymi pytaniami, które nabierają sensu wraz z upływem czasu i dzięki rozmowie z właścicielami.

Wplecione historyjki, które miały ułatwić głównemu bohaterowi znalezienie odpowiedzi na te 3 pytania kręcące się wokół sensu istnienia i do mnie przemawiają. Choć może właśnie jestem na takim etapie swojego życia, że mogę się z całością identyfikować.

Zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, aż sama jestem w szoku. Forma podania duży wpływ na jej strawność miała. Podrzucam ją mamie, ale zaskakująco planuję ją zatrzymać w swoich zbiorach. Warto na nią zerknąć, czy o niej poczytać. Już słyszałam głosy, że nie zachwyca, ale ja ją polecam. 

Moje wrażenia po przeczytaniu Kawiarni na końcu świata John'a Strelecky'ego.