Jestem uzależniona


Trochę pozbierałam, ale to wcale nie jest wszystko co posiadam 😛 Mam ich masę wszędzie, w torebce i kieszeniach to oczywiste, ale też w samochodzie, wózku syna, etui na okulary…


Balmi


Organique – Lip Balm – Chocolate Mousse, Coconut Cookies, Cherry Candies. Jeszcze gdzieś mam pomarańczowy o ile się nie mylę, chyba, że już komuś opchnęłam w ramach prezentu 😛 To efekt mojej obsesji na punkcie firmy, swego czasu naprawdę dużo ich produktów kupowałam, więc jak weszły jako nowości też się skusiłam. Fajnie pachną, słodkie w smaku, lekko mrowia, natłuszczają, trochę barwią, ładne opakowanie, jednak mimo, że kupuję co jakiś czas, bardzo nie lubię tego typu opakowań, zawsze mam wrażenie, że to strasznie nie higieniczny sposób aplikacji, więc nawet jak się skuszę na zakup to leżą w domu. Jakbym miała wybierać ze względu na smak to pewnie zajęłyby bardzo wysokie miejsce.


Swego czasu ten balsam dostępny był w Biedronce, oszalał, wszyscy je mieli, więc i ja się skusiłam. Opakowania śliczne, przyjemny, choc nie wiem co to miało byc, nabłyszcza, natłuszcza, więc nie ma co narzekać, zwłaszcza, że do dna nie dotarłam, żeby wygrzebywać paluchem. Jakbym miała wybierać to jednak wolę Balmi, coś w smaku jednak mi nie podchodzi. Zużycie pokazuje, że wielką fanką się nie stałam, zwłaszcza, że mam jeszcze fioletowy. Używam, jak mam pod ręką, ale jak mam wybór sięgam po inny. Ale za ok. 5 zł chyba nie ma co przesadnie marudzić.



Alterra – Lippenpflege. Bardzo przyzwoity produkt, nie ma się do czego przyczepić, nabłyszcza, natłuszcza, znośny smak i . Muszę przyznać, że coraz przychylniej patrzę na tą firmę, z każdym produktem, który używam.




Neutrogena – Odżywczy sztyft do ust z maliną nordycką. Obrzydlistwo, najgorszy balsam do ust jaki kiedykolwiek miałam, jego smaku nie mogę znieść, nic innego nie ma znaczenia, bo nie jestem wstanie go znieść. Nie zlizuję balsamów, a mimo to nawet ta odrobina która co jakiś czas dostanie mi się do ust odrzuca mnie. Aż się dziwię, że jeszcze go nie wywaliłam, ale dziś już powędruje do kosza.




Lip Smacker. Szczerze mówiąc nie rozumiem zachwytów nad nimi, jak dla mnie niczym się nie wyniają. Są słodkie w smaku i delikatne w u, pielęgnacyjne słabiutko, tylko tyle ze natłuszcza. Mam ich kilka, ale nie robią na mnie żadnego wrażenia.




Laura Conti – Naturalne masło Karite z rokitnikiem do ust. Kolejny balsam, który jest poprawny, ale nie powala. Nabłyszcza, natłuszcza, w opakowaniu nieprzyjemny, ale na ch go nie czuć, smaku też jak dla mnie brak. Ale nie przynosi ulgi spierzchniętym ustom, mam nawet wrażenie, że przez grudkowatą konsystencję trochę je podrażnia.



Chap Stick. To chyba pierwsza ochronna smakowa z jaka miałam do czynienia, choć nie pierwszy egzemplarz ;P Ze 20 lat temu chorowałam na nią, a nie była łatwo dostępna, jak to brzmi 😛 Wtedy wyboru wielkiego nie było, a koleżanka miała i się zachwycała. Rarytas. Po latach znowu kupiłam i jest fajniejsza niż Lip Smacker. Fajnie pachnie, słodkawy posmak mocno sztucznej wiśni, lekko barwi, przyjemna, ale szału nie ma, zupełnie poprawna.



Nivea. Bardzo dobrze dostępne, przyzwoite, ale ja mam do nich uraz. Po 3 ch z rzędu, kupionych w niewielkich odstępach czasu, ale rożnych miejscach, w mniej niż 2 tygodnie zaczęły mi śmierdzieć stęchlizną. Co prawda to było już ładnych parę lat temu, ale od tego czasu sięgam po nie sporadycznie, jak nie mam wyboru lub wprowadza jakaś nowość, która wpadnie mi w oko.




Nivea – Lip Butter – Coconut. I to jest właśnie ta nowość o której pisałam przed chwila. Przewija się co jakiś czas na blogach i ie. Widziałam chyba same pochlebne opinie. Już na starcie minus za opakowanie, które jest śliczne, ale paluchy trzeba wciskać. Tak poza tym całkiem poprawny balsam do ust. Moim zdaniem nie odbiega od wersji w sztyfcie. Poza em, który jest intensywnie kokosowy, pycha 😀



BeBe – Young Care. Uwielbiam wszystkie, choć zdecydowanie częściej sięgam po te najbardziej klasyczne. Często widzę negatywne komentarze na ich temat. Rozumiem, że każdy jest inny i ma swoje preferencje, ale te produkty zdecydowanie najbardziej przypadły mi do gustu.





Pachną delikatnie, słodko. Nigdy nie miałam z nimi takiej wpadki, jak z Nivea, a na pewno przerobiłam ich dziesiątki. Niezależnie od wersji pielęgnują moje , efekt jest natychmiastowy, czego o większości pomadek powiedzieć nie mogę. Nabłyszczają i natłuszczają, choć nie jest to tak mocno widoczne jak choćby przy Baby Lips. Smak jest neutralny, tudzież go nie maja.





Na chwile obecna nie trafiłam na takie które pasowałyby mi bardziej. I nie biorę tu czynnika finansowego pod uwagę. Spośród tych które miałam możliwość używać te są najlepsze dla moich ust.






Muszę jednak przyznać, że nie mam wielkich problemów z mi. Jak czują, że są ściągnięte, spierzchnięte to nakładam balsam i i większość daje sobie spokojnie radę. Nie kombinuje z nimi przesadnie. Co jakiś czas czytam posty o pielęgnacji ust i o kosmetykach, które są do tego niezbędne. I zawsze jestem w szoku, ale to chyba normalne, jak nie mam problemu to nie wiem o co chodzi. Nie używam matowych pomadek na co dzień, nie znoszę tego uczucia ściągnięcia, które im towarzyszy nieważne jak piękny ma być efekt. Nie pozwalam sobie, żeby doprowadzić moje do takiego stanu, żeby skóra z nich schodziła. Po to mam te wszystkie balsamy upchnięte gdzie się tylko da.





Carmex – Vanilla. Ma wielu fanów, ale mnie nie zachwyca, jest poprawna, ale nie wiem o co tyle szumu, a już na pewno nie zauważyłam nic szczególnego pod względem pielęgnacyjnym. Za to nie należy do moich ulubieńców, znośny, ale… Raczej więcej go nie kupię, to uczucie rozgrzewania to raczej tez nie moja bajka, nawet zima.





Carmex – Moisture Plus. Tak jak wspomniałam, moje nie odczuwają szczególnej pielęgnacji, zupełnie poprawnie nabłyszcza i natłuszcza, dodatkowo dając delikatny owy kolor. Bardzo przyjemny produkt jeśli lubicie dbać o i nadać im odrobinę koloru. Choć ja w tej sytuacji wybrałabym <masełko Revlonu>, niestety cena jest 4 razy wyższa. Ogromnym minusem jest , specyficzny, mi kojarzy się z maścią rozgrzewająca.





Maybelline – Baby Lips – Dr Rescue. Nawilża, natłuszcza, mocno nabłyszcza. Jeśli chodzi o właściwości pielęgnacyjne to jak dla mnie jest najsłabszy. Ale znowu będę nudna, bardzo poprawny. Ten konkretny pachnie mi czarnym Hallsem.




Oeparol. Pachnie fajnie słodko, tym razem kojarzy mi się z truskawkowa mambą, smaku nie ma za bardzo. Nawilża, natłuszcza, nabłyszcza, wiec znowu całkiem poprawnie. I dobrze, bo już bałam się, że zbliży się do Neutrogeny, choć nie wiem skąd takie myśli 😛


Podsumowując, dla mnie praktycznie wszystkie balsamy do ust są zadowalające, nice małe, a tylko indywidualne preferencje sprawiają, że niektóre uważam za lepsze:)
Tags: No tags