Iwona Banach – Stara zbrodnia nie rdzewieje

Iwona Banach - Stara zbrodnia nie rdzewieje
Iwona Banach – Stara zbrodnia nie rdzewieje

Komedia kryminalna to nie jest pozycja, która często wpada w moje ręce. A tak właśnie jest klasyfikowana Stara zbrodnia nie rdzewieje. W sumie z tego typu czytałam tylko cykl M.C. Beaton, ale to akurat jest bardzo przyjemne skojarzenie.

Iwona Banach - Stara zbrodnia nie rdzewieje
Iwona Banach – Stara zbrodnia nie rdzewieje

Nota ze strony Wydawnictwa Dragon:

Gdyby Agatha Christie pisała komedie kryminalne, wyglądałyby właśnie tak!

Do eleganckiego hotelu w niewielkiej wsi przyjeżdżają laureaci konkursu literackiego – ambitni pisarze przed debiutem. Niecierpliwie wyczekując ogłoszenia zwycięzcy, odkrywają, że zarówno sam konkurs, jak i miejsce, w którym się znaleźli, są dość podejrzane… i bardzo pechowe.

Niebawem jeden z jurorów zostaje zamordowany. Sprawę prowadzi aspirant Andrzej Balicki, stary kawaler ze słabością do krwawych kryminałów i brutalnych thrillerów. Problem w tym, że w feralną noc przez pokój ofiary przewinęli się wszyscy goście, a na dodatek jest wśród nich dawna ukochana Balickiego… Nikt nie może opuścić pensjonatu – każdy jest podejrzany.

Tylko kto mógł mieć powód, by popełnić morderstwo? Czy rzeczywiście był to ktoś z gości? I co wspólnego z tym wszystkim ma papuga, która zna tylko jedno (brzydkie) słowo?

Iwona Banach – Stara zbrodnia nie rdzewieje

Stara zbrodnia nie rdzewieje i moje wrażenia:

Muszę przyznać, że szybko dałam się jej wciągnąć. Przyjemna odskocznia od uroków dnia codziennego, plus klimatów społeczno-politycznych. Już sami uczestnicy konkursu literackiego są barwnymi postaciami, ale jak się z czasem okazuje, każda kolejna wprowadzona postać zasługuje na taki opis, z papugą na czele. A ich przywary są takie prawdziwe i w tym rozbrajające, choć w normalnym życiu wkurzające.

Polska wieś, rodzina, teściowa itd. z przymrużeniem oka. Nie raz się zaśmiałam i z przyjemnością czytałam kolejne perypetie wokół pechowego dworku. Autorka miała świetny pomysł na książkę, bo mamy tu dosłownie odrobinę wszystkiego.

Jednak …

gdzieś w połowie Stara zbrodnia siada. Po obławie na Stefanka czytałam bardziej, żeby skończyć, niż poznać sprawcę, bo w końcu trup był. Na luzie obcięłabym książkę o 100 stron, bez większego uszczerbku dla niej. A samo rozwiązanie zagadki było rozczarowujące, jak i wielokrotne szczęśliwe zakończenie.

Całkiem przyjemna pozycja na raz, tak, żeby się oderwać, nawet trochę pośmiać. Jednak nie jest to raczej pozycja, która zapadnie mi w pamięć na długo. Choć muszę przyznać, że autorka mnie zaciekawiła tym co tworzy i jak mi się jej kolejna książka napatoczy to opierać się nie będę.