Garry Kilworth – Attyka

Garry Kilworth, Attyka, literatura dziecięca i moje na nią spojrzenie, po ponad 20 latach nieobecności na jakimkolwiek strychu.
 Książka wpadła w moje ręce nieprzypadkowo, zachwalała ją i mi podarowała Kaśka z bloga Sklerotyczka. Strych bramą do innego świata? Mi nie trzeba więcej, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Mimo 30 na karku nie czuję się za stara na literaturę dziecięcą. A ze względu na ostatnią blokadę czytelniczą, liczyłam na wiele.

Garry Kilworth, Attyka, literatura dziecięca i moje na nią spojrzenie, po ponad 20 latach nieobecności na jakimkolwiek strychu.
  
Początek jest fajny, nakreślenie głównych bohaterów, bez przesadnego marnowania czasu. Autor szybko wprowadza kolejne postaci. Wystarczy starszy Pan, właściciel domu w którym mieszkają, żeby rozbudzić dziecięcą wyobraźnię. Zaczyna się niewinnie, staruszek chciałby odzyskać stary zegarek ze zdjęciem swojej pierwszej miłości, który z rozgoryczenia lata temu rzucił gdzieś w kąt strychu. Jak się później okazuje był w pełni świadomy tego co ich czeka na strychu.

Garry Kilworth, Attyka, literatura dziecięca i moje na nią spojrzenie, po ponad 20 latach nieobecności na jakimkolwiek strychu.


Strych, który się nie kończy, a wręcz z każdym krokiem się rozrasta. Nie wiem jak Wy, ale mnie od dzieciaka fascynował i przerażał strych. Ten zapach, cienie, prześwity, pajęczyny, tu coś chrobocze, tam coś zaskrzypi, a to gołąb się zaplącze, a to kot się o nogę otrze. No i te wszystkie starocie, skarby niesamowite. Deszczowe lato nigdy nie było dla mnie problemem, jak mi się nudziło, ten strych u babci, to naprawdę był inny świat, gdzie wyobraźnia mocno mnie ponosiła.

Garry Kilworth, Attyka, literatura dziecięca i moje na nią spojrzenie, po ponad 20 latach nieobecności na jakimkolwiek strychu.
Jednak tu mi czegoś zabrakło. Jak o tym myślę po fakcie, to książka nie była tak lekko napisana, tudzież przetłumaczona, jakbym tego chciała i się tego spodziewała. Główni bohaterowie nie byli tak wyraziści, jakbym tego oczekiwała. Kolejne krainy są tylko zaznaczane, ledwie muskane, a tam przecież jest ogromny potencjał. Wiem, wiem, gdyby autor się rozpisał, to książka miałaby 10 tomów, ale jednak jak dla mnie potencjał został zmarnowany. A książka nie była super cieniutka, w końcu na 343 stronach można się rozpisać. Mam wrażenie, że działo się aż za wiele, ale za krótko, za płasko. Za to temat wokół lotni, był rozpisany, jakby to było najważniejsze wydarzenie książki.
Garry Kilworth, Attyka, literatura dziecięca i moje na nią spojrzenie, po ponad 20 latach nieobecności na jakimkolwiek strychu.

Nie żałuję, że ją przeczytałam, choć momentami się z nią męczyłam. Przyjemna, poprawna, może nie trafiła na dobry moment, może ja już jestem na tego typu literaturę za stara, ale uważam, że miała potencjał, który nie został w pełni wykorzystany. Mimo wszystko dla młodszego czytelnika polecam, w końcu kto wie, gdzie kogo wyobraźnia poniesie.

Jeśli macie ochotę poznać inną opinię na jej temat, zapraszam do wpisu KaśkiCałą książkę czyta się jednym tchem, lekka przyjemna i zaskakująca. Idealna dla każdego i nie tylko dla młodszych.”

 Wydawca: VM Group Sp. z o.o.

Garry Kilworth, Attyka, literatura dziecięca i moje na nią spojrzenie, po ponad 20 latach nieobecności na jakimkolwiek strychu.