From a Friend – Krem do twarzy Cytryna, Pietruszka & Bambus

Moje wrażenia po zużyciu kremu do twarzy From a Friend, w wersji Cytryna, Pietruszka & Bambus.
Czy tylko ja mam wrażenie, że jakoś mało się słyszy o From a Friend? Ja o tej firmie dowiedziałam się od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, która “kazała” mi ich szukać na targach i zrobić rozpoznanie. Jak się zagadałam z właścicielką to wróciłam z 4 peelingami do domu, bynajmniej nie dlatego, że Pani Ania mi coś wciskała. Ale nie o peelingach dziś, a o kremie do twarzy.


Moje wrażenia po zużyciu kremu do twarzy From a Friend, w wersji Cytryna, Pietruszka & Bambus.

 Obietnice ze strony producenta:

Delikatny krem nawilżająco-matujący przeznaczony do cery mieszanej lub lekko przetłuszczającej się i problematycznej. Oparty o krystalicznie czystą wodę artezyjską z norweskiego lodowca oraz specjalnie dobrane hydrolaty i oleje roślinne, pełen ekstraktów i naturalnych składników nawilżających, regulujących wydzielanie sebum i działających przeciwzapalnie. Znany i kochany za skuteczność, zapach i prawdziwie naturalny skład. 

Cena: 76 zł za 30 ml.

Moje wrażenia po zużyciu kremu do twarzy From a Friend, w wersji Cytryna, Pietruszka & Bambus.

Skład: 


Woda, hydrolat z May Chang, hydrolat z bambusa*, olej z pestek cytryny, hydrolat z liści pietruszki*, olej z nasion pietruszki, glukozyd cetearylowy**, oliwian sorbitolu**, niacynamid, olej Inca Inchi*, olej Yangu, undecylenian heptylu**, glukonian cynku, gliceryna roślinna, ferment z bambusa, ekstrakt z czarnej wierzby, kwas hialuronowy, ekstrakt z rzodkwi**, olejek eteryczny z cytryny, naturalna witamina E, olej z nasion słonecznika, ekstrakt z aloesu*, ekstrakt CO2 z nagietka*, ekstrakt z bambusa, sól sodowa kwasu lewulinowego**, sól sodowa kwasu anyżowego**, monogliceryd kwasu kaprylowego**, guma arabska**, guma ksantanowa**, sól sodowa kwasu fitowego**, kwas mlekowy, alkohol** #limonene, citral, linalool, citronellol, geraniol.


* z certyfikowanych upraw organicznych / ** pozyskiwany naturalnie, certfikowany przez Ecocert /*** pozbawiony efektu fotouczulającego / #składniki olejków eterycznych i hydrolatów

Ingredients: 

Aqua, Litsea Cubeba (May Chang) Fruit Water, Bambusa Vulgaris (Bamboo) Leaf Water*, Citrus Limon (Lemon) Seed Oil, Petroselinum Crispum (Parsley) Leaf Water*, Carum Parsley (Parsley) Seed Oil, Cetearyl Glucoside**, Sorbitan Olivate**, Niacinamide, Plukenetia Volubilis (Inca Inchi) Seed Oil*, Calodendrum Capense (Yangu) Seed Oil, Heptyl Undecylenate**, Zinc Gluconate, Glycerin**, Lactobacillus/Bamboo Ferment Filtrate, Salix Nigra (Black Willow) Extract, Sodium Hyaluronate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Citrus Limon L (Lemon) Peel Oil***, Tocopherol (Vitamin E, natural), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice Powder*, Calendula Officinalis (Marigold) Flower CO2 Extract*, Bambusa Arundinacea (Bamboo) Stem Extract, Sodium Levulinate**, Sodium Anisate**, Glyceryl Caprylate**, Acacia Senegal Gum**, Xanthan Gum**, Sodium Phytate**, Lactic Acid, Alcohol**, #limonene, citral, linalool, citronellol, geraniol.
* certified organic / ** naturally derived ingredients, Ecocert certified /*** no photosensitizing effects #component of essential oil and hydrosols.

Moje wrażenia po zużyciu kremu do twarzy From a Friend, w wersji Cytryna, Pietruszka & Bambus.

  Moje wrażenia:

Jak on pachnie! Z jednej strony cytrusy z drugiej pietruszka, i co ciekawe to gra. Co więcej podoba mi się ten zapach, nawet bardzo. Nieoczywisty, wyczuwalny, a nie przytłaczający, mogłabym mieć dezodorant o takiej nucie zapachowej. Bardzo przyjemny, pobudzający i relaksujący. To jeden z nielicznych kosmetyków, z którego zapachu bym się nie pozbyła. A pewnie kojarzycie, że ja wolę te bezzapachowe, niż mocno perfumowane.

Konsystencja jest niesamowita, to jest prawdziwy mus, jak świeżo ubita śmietana, poezja. Jeszcze na taki krem nie trafiłam, a przecież producent nic takiego nie obiecuje, w końcu miał to być tylko delikatny krem. Sporo miałam produktów, które mają być musem, tudzież miały być lekkie jak chmurka, a w rzeczywistości do tego się nawet nie zbliżały. Jak będziecie miały okazję wypróbować gdzieś stacjonarnie ten krem, choćby na targach, sprawdźcie go. Już dla samej konsystencji warto dać mu szansę.


Strasznie ubolewam nad pojemnością, bo krem zdecydowanie za szybko mi się skończył. Choć nie mogę narzekać na wydajność. Wcale nie potrzeba go dużo, żeby nie powiedzieć im mniej tym lepiej. Krem tak cudownie rozprowadza się po twarzy, że spokojnie mogę brać połowę tego co normalnie bym na twarz nałożyła. Jak nałożę za dużo, to potrzebuje więcej czasu na wchłonięcie i potrafi pozostawić białe smugi, które trzeba będzie rozetrzeć. Ale to efekt mojej rozrzutności, jeśli chodzi o używanie kremów. 



Pierwsze co czułam za każdym razem po nałożeniu, to ulga i nawilżenie, czyli to co moja reaktywna skóra lubi najbardziej. Szybko rozprowadzam i lecę do swoich obowiązków, i co? I nie czuję nic, nie ma tej ciężkości siedzenia na skórze, którą najczęściej kojarzę z naturalnymi kremami. Ten należy do tych 2, na które trafiłam do tej pory, który tego nie robi.



Jak już mi się skończył i sięgnęłam po inny, okazało się, że nie podkreślał moich porów. Nie jest tak, że wygładzał mi skórę i zmniejszał pory. On ich po prostu nie podkreślał ich i nie rozszerzał, co się u mnie często dzieje zaraz po nałożeniu kremu. 



Ze względu na lekką konsystencję, szkoda mi go było używać na noc. Nie dlatego, że się nie spisywał, ale moja wieczorna pielęgnacja jest rozbudowana i wśród wielu kroków ginął. A ja jednak lubię ciężkie, treściwe kremy na noc, które mi wszystko przykryją i zabezpieczą. I nie żal mi, jeśli wetrę część w poduszkę.

Moje wrażenia po zużyciu kremu do twarzy From a Friend, w wersji Cytryna, Pietruszka & Bambus.


Poza tym, spróbowałam go na dzień i zakochałam się. Lekki na tyle, że go nie czuję, zabezpiecza skórę przed aurą jesienno-zimową, jaka była w Gdyni, a przy tym też przed reakcjami mojej skóry na zmiany temperatury, między tym co w budynku i na zewnątrz. A jednocześnie nie nabłyszcza skóry, która praktycznie od wchłonięcia staje się matowa, ale to nie jest mat, po kremie matującym, a bardziej naturalny, satynowy mat. Skóra po prostu wygląda zdrowo, normalnie, jakbym nic na nią nie nałożyła po toniku, a jednocześnie jest super komfortowa. Co prawda bywały dni, kiedy nic poza nim na twarz nie nakładałam, a dzień był długi i aktywny, wówczas już pod wieczór czułam, że skóra domaga się już wieczornej pielęgnacji, a pod palcem czuć było sebum. Ale cudów nie wymagam, w końcu moja skóra do najłatwiejszych we współpracy nie  należy.

Skoro najchętniej używałam go na dzień, to jak dogadywał się z makijażem? Bez problemów, skóra była komfortowa, nawet pod matującym i zastygającym podkładem, nie wpływał szczególnie na świecenie się czy trwałość. A za to takie połączenie wyglądało u mnie idealnie, nie było ani za sucho, ani za świetliście, a właśnie skóra wyglądała na gładką, nawilżoną i odżywioną, po prostu na młodszą. Oczywiście, przy BB i lekkich bardziej nawilżających podkładach, skóra świeciła się szybciej, ale też nie jakoś drastycznie szybciej. Jednak nie mogę mu tego mieć za złe, uroki skóry mieszanej z tłustą strefą T. 


Czas na to co najważniejsze dla mnie, nie zapycha, nie podrażnia, nie uczula. Podczas jego używania nic złego, czy niepokojącego nie zauważyłam.


Moje wrażenia po zużyciu kremu do twarzy From a Friend, w wersji Cytryna, Pietruszka & Bambus.

Podsumowując:

Co tu dużo pisać, krem był świetny w okresie jesienno-zimowym, na dzień i pod makijaż dla mojej skóry mieszanej z tłustą strefą T, wrażliwej zwłaszcza wokół nosa i podatnej na zapychanie. Chętnie jeszcze do niego wrócę, ale i na inne ich produkty, a jest w czym wybierać, skusze się na pewno. Polecam.

Moje wrażenia po zużyciu kremu do twarzy From a Friend, w wersji Cytryna, Pietruszka & Bambus.