Bema Love Bio – Liftingujący krem do twarzy z szafranem

Moje wrażenia na temat Liftingującego kremu do twarzy z szafranem od Bema Love Bio.
Dawno już nie miałam naturalnego kremu, który by mnie tak pozytywnie zaskoczył. Póki co, raczej więcej musiałam im wybaczać, dla lepszego składu. A tu nie dosyć, że nie mam za bardzo na co narzekać, to jeszcze znalazłam dla niego zastosowanie, gdzie zachowuje się wręcz wybitnie. A czym sobie zasłużył, na tak dobrą moją opinie o nim?


Moje wrażenia na temat Liftingującego kremu do twarzy z szafranem od Bema Love Bio.

Obietnice producenta ze strony Ekozuzu.pl:



Krem liftingujący Bema Love Bio to naturalny, ekologiczny krem napinający i wygładzający owal twarzy, przeznaczony dla cery dojrzałej. Pomaga poprawić jędrność i elastyczność twarzy oraz wymodelować jej kontur.



Wskazówka: Stosować krem systematycznie, nakładając codziennie rano i wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy (idealne do oczyszczania cery jest nasze mleczko do demakijażu Bema Love Bio a następnie tonik witaminowy Bema Love bio). Efektywność kremu odzwierciedla częstość jego użytkowania.
Cena regularna 78,00 zł za 50 ml.

Moje wrażenia na temat Liftingującego kremu do twarzy z szafranem od Bema Love Bio.


Skład (INCI):



Centaurea Cyanus* Flower Water, Rosa Damascena* Flower Water, Citrus Aurantium Amara* Flower Water, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Propylheptyl Caprylate, Oryza Sativa (Rice)Germ Oil, Glycine Soja*(Soybean) Oil, , Soy Isoflavones, Cocoglycerides, Pisum Sativum (Pea)Extract, Potassium Cetyl Phosphate, Olea Europaea*(Olive)Fruit Oil, Butyrospermum Parkii*(Shea)Butter, Porphyra Umbilicalis Extract, Crocus Sativus, Sodium Lactate, Tocopherol, Citric Acid, Glyceryl Caprylate, Gardenia Florida Flower Extract, Dextrin, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Lecithin, Alcohol, Kaolin, Parfum***/Fragrance, Linalool**, Limonene**, Geraniol**. 



*Da agricoltuta biologica/organic agriculture
**wyciągi z olejków roślinnych
***100% naturalny zapach

Moje wrażenia na temat Liftingującego kremu do twarzy z szafranem od Bema Love Bio.

Moje wrażenia:

Ładnie pachnie, choć zupełnie nie potrafię opisać czym. Delikatny, choć z tych bardziej treściwych kremów, jednak jakby ciut bardziej żelowy, zabawna konsystencja. Rozprowadza się jak dobry krem, co raczej nie kojarzy mi się z tą bardziej naturalną pielęgnacją. Nie trzeba go rozgrzewać i porządnie wmasowywać, nie trzeba dawać mu więcej czasu, żeby się wchłonął, nie zastyga i nie czuć tego, że siedzi na skórze. Pod względem tych pierwszych wrażeń typowo użytkowych zdecydowanie można go zaliczyć do tych przyjaznych, którym nie trzeba nic wybaczać, ze względu na lepszy skład.

Przez ponad połowę opakowania używałam go tylko na noc. Spisywał się dobrze, dogadywał się ze wszystkim co na niego nakładałam. Większa ilość kremu nie przekładała się na lepsze działanie, więc spokojnie mogłam go używać oszczędniej. Dobrze radził sobie z najróżniejszymi fochami mojej skóry. Nie uczula, nie podrażnia nawet moich wrażliwych oczu, nie zapycha. Mogę go nałożyć na kwas, serum z witaminą C, czy też serum nawilżająco-odżywcze i nie będzie się działo nic niepokojącego, a wręcz dodatkowo zabezpieczy moją skórę i podbije działanie tego co pod nim. Dobry, ale raczej w stronę poprawnego, niż zachwycającego. Do zużycia, ale nie ponownego kupienia. 

Lepiej spisywał się pod oczami, moja skóra w tej okolicy jest mega wymagająca, potrzebuje i wyciąga z pielęgnacji dużo więcej. A on w dużym stopniu mógł być podstawą mojej wieczornej pielęgnacji tej okolicy. W ciągu dnia też zaspokajał jej potrzeby, jednak migruje do oczu, nie robi im krzywdy, ale mgła na oczach to nie jest dobra opcja przy pracy biurowej. Jednak jak nakładałam na niego korektor, który jeszcze przypudrowałam ten problem nie występował. Co więcej niezależnie od korektora, skóra nie była przesuszona, a wręcz mega komfortowa do końca dnia i nie musiałam jej ratować wieczorem.

Przez Anię z bloga Co kręci Anulę, która ich kremów używa 2 razy dziennie, dałam mu szansę podczas porannej pielęgnacji. Nie wierzyłam, że może się tutaj spisać, bo skórę mam mieszaną, w strefie T tłustą. Praktycznie nie ma pielęgnacji po której moja skóra nie będzie się świeciła, jednocześnie będąc mega komfortową, niestety coś za coś, komfort i świecenie albo mat i wysuszenie, które prowadzi do rozdrażnienia i zaczerwienienia, a i tak kończy się świeceniem, bo moja skóra będzie walczyć o komfort. Więc zazwyczaj lekki krem, dobrze nawilżający jest dla mnie ideałem. A do tego moja skóra zawsze przechodzi kryzys jesienią. Zimno, mokro i jeszcze wieje, a potem wchodzę do pracy i zanim zrobię kawę to już burak na twarzy i to taki pulsujący. Ten krem tak ładnie otula twarz, że nie mam z tym problemu, więc zakładam, że posiadaczki skóry naczynkowej będą nim zachwycone. Ale to co na mnie zrobiło największe wrażenie, to brak świecenia się. Jeśli mnie czasami czytacie to mogłyście zauważyć, że mój makijaż średnio po 4-5h już wymaga odciśnięcia. Jak nie robię makijażu to świecę się dużo szybciej. A przy tym kremie tego problemu nie mam. Skóra wygląda ładnie zdrowo, satynowo i jest bardzo komfortowa. Przez dobre 8 godzin nie widać i nie czuć, żeby cokolwiek się działo. 

A jak spisuje się pod makijażem? Ostatnio mało się malowałam, a jak już to robiłam, to sięgałam po podkład Eveline Liquid Control HD. Nakładam 1 pompkę palcami i już tu czuć różnicę, bo razem robią wrażenie, jakbym nakładała raczej krem BB, niż wodnisty podkład, czyli bardzo komfortowo. Dałam im kilka minut na dogranie się i zdjęłam nadmiar wilgotną gąbeczką. Nałożyłam korektor, pod oczami również był ten krem, dogadały się bez problemu, ale to już testowałam z różnymi korektorami. Przypudrowałam twarz intensywniej wokół nosa i oprószyłam resztę twarzy ryżowym pudrem z Wibo. Na tym etapie powinnam już czuć ściągnięcie i suchość, ale nic takiego nie miało miejsca, skóra była super komfortowa. Zrobiłam resztę makijażu i że tak powiem ogarnęłam się do wyjścia, po drodze robiąc milion dziwnych rzeczy, w końcu wyjazd kilku godzinny z 4 latkiem, nadal wymaga wielu potencjalnie zbędnych rzeczy, ale jak ich zapomnisz, to mniej pewność, że okażą się konieczne. Ślepnę na starość, więc okulary do samochodu już zakładam, a mimo to noski mi się nie odbiły, choć wieczorem już zebrały podkład. Niedzielny obiad z rodzinką, gwarno, gorąco, w pogoni za maluchami. Temperatura znacznie przekraczała to do czego jestem przyzwyczajona i to co jest za oknem. A mimo to po 4 godzinach, tapeta nie wymagała ingerencji, co przecież u mnie jest normą. Po 6 godzinach skóra zaczęła robić się świetlista, ale nie tłusta, podobało mi się to co widzę. Po 8 godzinach, powrocie i znowu milionie drobiazgów, które trzeba ogarnąć, zanim mogę pomyśleć, żeby siebie ogarnąć, już się świeciłam, ale nadal wyglądało to nieźle. Nie był to ten blask, który woła o odciśnięcie. W lustrze windy, które nie pochlebia, wyglądałam znośnie. Jednak już czułam, że drobna ingerencja by się przydała lub czas na zmycie. To był bardzo dobry dzień makijażowy, a dzień był intensywny, wbrew pozorom bardziej, niż w tygodniu, kiedy to noszę go dłużej, ale jednak praca przy komputerze to nie ten sam poziom intensywności, co przy aktywnych kilkulatkach. Normalnie po zmyciu tego podkładu moja skóra wymaga ode mnie intensywniejszej pielęgnacji, ale nie tym razem, nie czułam braków. Szkoda, że tak późno zorientowałam się, co do najlepszego jego wykorzystania. To co mi zostało oszczędnie zużyję na dzień pod makijaż właśnie.


A co z tym liftingiem? Co ja będę Wam ściemniać, mam 34 lata i zadbaną skórę, nie widać u mnie spektakularnych zmian. Jest lepiej, ale też pielęgnację mam rozbudowaną, więc krem jest jedną z wielu cegiełek. To co zdecydowanie da się zauważyć, to to, że skóra jest mniej reaktywna, niż wcześniej, gdy nie używałam tego kremu. A używam już kwasów i pogoda bywa nieprzyjemna, ogrzewanie nie pomaga, więc skóra już nie raz mi pokazała, że nie lubi takiego traktowania. Mam wrażenie, że wszystkie posiadaczki, skór które potrzebują nawet chwilowego zabezpieczenia, wzmocnienia i ukojenia, zwłaszcza w tym okresie jesienno-zimowym, będą z niego zadowolone.

Moje wrażenia na temat Liftingującego kremu do twarzy z szafranem od Bema Love Bio.

Podsumowując:

Fajny uniwersalny krem do całej twarzy. Nie robi nic złego, nie zapycha, nie uczula, nie podrażnia, nawet moich wrażliwych oczu. Jednak najbardziej zachwycił mnie, jako krem na dzień pod makijaż. Planuję powrót do niego i sprawdzenie innych ich produktów.