Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Ostatnio przechodzę fascynację cieniami, a dokładniej paletami cieni do powiek. Przez całe lata pomijałam tą część makijażu, uważając ją za nieistotną, niewiele wnoszącą. Zawsze stawiałam na wyrównanie kolorytu skóry, ale to chyba nic niezwykłego przy skórze trądzikowej. A ostatnio nic nie robi na mnie takiego wrażenia, jak palety, kupiłabym wszystkie, a przecież dopiero co pozbyłam się ogromnej ich ilości. Dziś pokażę Wam głównie zdjęcia jednego zamówienia złożonego na Cocolita, które zrobiłam całkowicie pod wpływem chwilowego chciejstwa.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.

#1000000 Makeup Revolution London

Patelka wydana przez Makeup Revolution London, żeby uczcić 1000000 na obserwatorów na Instagramie. Żeby ją dostać, wystarczy kupić ich produkty za 75 zł i dorzucić paletkę do zamówienia za 1gr. Opakowanie jest fajne, lusterko dobrej jakości, cienie na chwilę obecną robią przyzwoite wrażenie. Trochę się kruszą, trochę się sypią, ale nie przesadnie. Jak na moje oko, jakość jest zbliżona do czekoladki karmelowej, której używam od dawna i lubię. A kolorystyka mnie urzeka. Może nie jest całkowicie samodzielna na co dzień, ale trochę brązera na powiekę i się dogadamy. Przynajmniej takie pierwsze wrażenie robi.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.

Po pierwszym użyciu jestem pod wielkim wrażeniem. Cienie cudownie się blendują i łączą ze sobą. Mimo, że nie używam bazy, nie wyblakły mi po długim dniu, nic się nie zebrało z czym miewam problem. Jak je zmywałam to makijaż oka był w stanie nie naruszonym. W sumie jedynym cieniem do którego mam małe ale, jest pierwszy najjaśniejszy, który ma w sobie bardzo dużo brokatu. 

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.

 Conceal & Define – C5 oraz C9 – Makeup Revolution London

Chyba jedne z bardziej popularnych korektorów ostatnich miesięcy. Miałam kupić już dawno, ale jakoś się nie składało, za każdym razem jednak rezygnowałam ze złożenia zamówienia. Aż nadarzyła się okazja. Sprawdzałam swatche i jakoś ciągle nie byłam przekonana. Tym bardziej, że ja nie szukam najjaśniejszego korektora na rynku, bo moje cienie pod oczami pod każdym wychodzą i co najwyżej kończę z rozbieloną pandą, wpadającą w dziwne szarości. Więc zdecydowałam się na coś ciemniejszego, co przynajmniej teoretycznie powinno nawet na zasadzie korekcji kolorystycznej, mieć większe szanse na ich przykrycie. 

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Prawie za każdym razem widziałam je pokazane z dala od siebie, a tymczasem sprawdzając je, okazują się być prawie identyczne, różnica jest minimalna jak dla mnie. Jeśli trafiłam z kolorem to dobrze, gorzej jak mocno przestrzeliłam. Fajny, duży, miękki aplikator.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Od dołu Nyx – Dark Circle Concealer – DCC02 Light. Makeup Revolution London – Conceal & Define – C9 oraz C5. Najjaśniejszy żółty Maybelline – The Eraser Eye – Neutralizer. Od góry Couleur Caramel – 07.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.

Beauty Legacy by Maxineczka od Makeup Revolution London 

No i powód całego zamieszania i tego zamówienia, czyli paletka Maxi. Przyznam, że jej pierwsze zdjęcia mnie nie zachwyciły. Całe moje wrażenie na jej temat można podsumować jako Łeee. Zobaczyłam i przestała zaprzątać moje myśli, aż do filmiku Maxi. Obejrzałam raz, obejrzałam 2 raz, włączyłam 3 i zaczęłam przeglądać stronę Cocolity. 

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Uznałam, że jak już mam płacić za przesyłkę, to chcę też paletkę na milion, jeśli uzbieram, ale nie na siłę, te 75 zł, żeby ją dorzucić do koszyka to zamawiam. I tak paleta Maxi 49,90 zł, 2 korektory po 19,90 zł i mam paletkę na milion za 1 gr. Dostawę wybrałam najtańszą za 5,90 zł z odbiorem na poczcie, bo uznałam, że i tak do końca tygodnia do mnie nie dotrze. A tu zaskoczenie, zamówienie złożyłam późnym środowym wieczorem, potwierdzenie wysłania w czwartek rano. W piątek po południu dostaję smsa, że mogę przesyłkę odebrać, mimo, że mogła iść do 5 dni roboczych. Mąż podskoczył pod nią i tak oto mogę ją Wam pokazać tak szybko.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Nie wiem czy się interesowałyście paletką, dla mnie największym problemem przy niej była różnica w kolorach cieni, jakie wszędzie widziałam. Gdzieniegdzie fiolet wyglądał jak ciemna zieleń czy granat … Więc jak już dotarła to byłam ciekawa jak ona wygląda tak naprawdę, choć niby na filmikach już widziałam, że Orchid to rzeczywiście jest fiolet, a nie zieleń.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Paletka jest duża, lekka, kartonowa, ale solidna, dosyć ładna, z fajnym lusterkiem, choć szkoda, że nie większym i z dobrym zapięciem na magnes. Jak dla mnie opakowanie jest na plus. Pachnie farbkami plakatowymi, tak sobie, muszę przyznać, żałuję, że nie przykryli czymś tego zapachu, na szczęście przez większość czasu nie jest to nachalny zapach. Jednak jak tak do niej zaglądam co chwilę, klecąc do Was te parę zdań, kojarzy mi się z zapachem pudrowych kosmetyków z Aliexpress, których swego czasu trochę zamówiłam.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.

Muszę przyznać, że po wrażeniach innych, najbardziej byłam ciekawa rozświetlacza. I rzeczywiście ten Pure Glow, jakiś taki słabiutki się okazał. Co prawda nie jestem fanką insta blasku, ostatnio ogólnie pomijam ten krok, ale on nie robi na mnie wrażenia, moja skóra ma w sobie więcej naturalnego glow, niż on, żeby nie powiedzieć, że robi wrażenie satynowego pudru. A może muszę zedrzeć wierzchnią warstwę? Róż Love’s Hue ma moc i jest kolorem po który sama bym nie sięgnęła. Ja róży nie lubię, ale skoro różo maniaczka, taki wybrała, to chętnie po prostu sprawdzę, jak się będzie zgrywał z tym co robię na co dzień. Brązer The Grand Tan podoba mi się, nie za jasny, nie za ciemny, nie za ciepły, nie za zimny. W całej 3 nie widzę drobinek. Pierwsze wrażenie takie seee, ale na razie nie skreślam.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.

A wrażenia z używania i całodziennego noszenia … rozświetlacza prawie nie widzę, chyba, że naprawdę dużo go nałożę, ale nadal efekt jest bardzo subtelny, nie lubię go i raczej nie zapowiada się inaczej. Brązer jest jasny, delikatny, ładny, daje się budować, ale trzeba mu poświęcić chwilę. Ja jasna nie jestem, ale do ciemnych też nie należę, więc ten efekt mnie nie do końca przekonuje. Jak go połączę z różem, to efekt bardziej mi odpowiada. Jednak wolę swój nowy Wibo Beach Cruiser. Cienie są fajne, zwłaszcza matom nie mogę nic zarzucić, utrzymują się do zmycia, choć z czasem kolory bardziej się ze sobą stapiają. Błyskotki dosyć szybko tracą moc i z czasem to tylko postępuje, ale pod koniec dnia nadal widać, gdzie jest. Nie zbierają się z załamaniach, nie rolują. Z cieniami póki co dogaduję się lepiej, niż z częścią do twarzy, więc pewnie całość będę traktować, jako paletkę do oczu, a nie jako produkt, którym kompleksowo się umaluję.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
Jakość cieni poprawna, jak na to z czym mi się kojarzy MUR, więc nie jest źle. Ciut się kruszą, ciut się sypią, ale wszystko w granicach akceptowalności. Na razie jasny beż, Canvas, robi wrażenie ciut mało napigmentowanego, jak na to co lubię. Copper, czyli ten środkowy, jest cudowny. Orchid słabo się nakłada palcem, choć na palcu wygląda pięknie, pędzlem na sucho tak sobie, zdecydowanie trzeba mu pomóc, żeby pokazał swoje piękno. Na chwilę obecną nie narzekam.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.


Pierwsze wrażenia co do wszystkich produktów nie są złe. Najbardziej liczę na korektory. Najbardziej oczy świecą mi się do paletki na milion. A paletka Maxi wydaje mi się po prostu poprawna, nie ma w sobie tego czegoś co by mnie do niej super przyciągnęło. Ale też wydaje mi się mega uniwersalna, bazowa, współcześnie codzienna. Grono zadowolonych z niej odbiorców powinno być ogromne. Ja jednak już czekam na kolejną, która przez to, że mamy już podstawę, będzie mogła być bardziej szalona, w standardach Maxineczki i zrobi na mnie większe WOW. 

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.

Aktualizacja: 12.10.2018.

To nie jest zła paleta, ale drażni mnie tym, że nie mogę w łatwy sposób wykorzystać wszystkich cieni. Pure Glow to totalna porażka, która się u mnie pokazuje, a jak już to zaróżawia mi podkład. Love’s Hue to śliczny ciepły cień, ale jak dla mnie jest za ciemny i za mocno napigmentowany, jak na róż. The Grand Tan cudowny kolor do ocieplania i w sumie częściowo modelowania twarzy, bo jest gdzieś pomiędzy, ale weź go nabierz dużym puchatym pędzlem, nie zahaczając o intensywny róż. A ja zawsze maluję się rano, co oznacza, że się spieszę. Canvas zawsze się przyda. Ash bardzo fajny, a jeszcze jak dodam Brick, który jest moim faworytem, to już jestem w pełni zadowolona z załamania. Liczyłam na Crystal i Copper, ale mało co pojawia się na moich powiekach, a jak już to mocno drobinkowo. Petal jest cudowny. Orchid nie jest tym co bym chciała, nie zachowuje się tak jakbym tego oczekiwała, drażni mnie. Smoke to idealny ciemny brąz np. do przyciemnienia linii rzęs. Night użyłam tylko raz, ale jest dla mnie zbędny, przy tak świetnym ciemno brązowym cieniu. Nie jest źle, ale zawsze muszę sięgnąć po coś jeszcze, choćby inną błyskotkę, żeby być zadowoloną z makijażu. A jak muszę sięgać po inną paletkę, to równie dobrze mogę się na coś innego przerzucić. Nie jest tak zła, żeby ją wyrzucać, więc znajdę jej nowy dom.


Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.
A Wy co o niej myślicie? Macie ją już? Macie na nią ochotę? Interesuje Was? A może już macie dosyć i czekacie kiedy przestanie zalewać Was z każdej strony?