Bandi – Bio-esencja naprawcza

Bio-esencja naprawcza, Pure Care z Bandi.
Bandi – Pure Care – Bio-esencja naprawcza

Bandi to jedna z nielicznych firm, które polubiłam od pierwszego użycia i do których wracam regularnie. Choć nie mogę napisać, że wszystkie ich produkty stały się moim hitem. Jednak te z Was, które zaglądają do mnie od dłuższego czasu, mogą jeszcze pamiętać, jak katowałam Was moją miłością do ich koktajlu z serii Fem@ale 35+. A ponieważ na swoje urodziny mają świetne promocje to zazwyczaj przy jednym zamówieniu robię sobie roczny zapas ich produktów. Tym oto sposobem wpadła w moje ręce ta esencja.

Bio-esencja naprawcza, Pure Care z Bandi.
Bandi – Pure Care – Bio-esencja naprawcza

Obietnice ze strony producenta:

Wysoce skoncentrowana, biotechnologicznie zaawansowana pielęgnacja opóźniająca objawy starzenia się skóry. To nowa kategoria kosmetyku, która jest pierwszym, aktywnym krokiem pielęgnacyjnych po oczyszczaniu. Potęguje skuteczność następnie aplikowanych preparatów. 
Starannie wyselekcjonowane bio-aktywne fermenty, każdego dnia chronią skórę przed uszkodzeniami, a nocą inicjują procesy naprawcze. 
Dzień po dniu przywraca skórze blask i piękny wygląd. Pozwala zachować jędrność i zalety młodej skóry na dłużej.
Unikatowa formuła opracowana w laboratorium Bandi działa już od pierwszego dnia aplikacji. 

Cena: 49 zł.

Bio-esencja naprawcza, Pure Care z Bandi.
Bandi – Pure Care – Bio-esencja naprawcza

Skład (INCI):

Lactobacillus/ Arundinaria Gigantea Ferment Filtrate, Aqua/Water, Propylene Glycol, Niacinamide, Glycerin, Polysorbate-20, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Lecithin, Laminaria Hyperborea Extract, Saccharomyces Lysate Extract, Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Lactobacillus Ferment, Butylene Glycol, Sodium Acrylates Copolymer, Parfum/Fragrance, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sorbic Acid.

Bio-esencja naprawcza, Pure Care z Bandi.
Bandi – Pure Care – Bio-esencja naprawcza

Moje wrażenia:

Trochę przeleżała od zakupu, ale nie dlatego, żeby mi czymś podpadła. Ma długi termin, więc ciągle coś ją wyrzucało z kolejki. A dodatkowo esencja do tej pory nie miała swojego stałego miejsca w mojej pielęgnacji. Jednak moja skóra była tak przesuszona i zmęczona po zimie, że maseczki dawały radę, ale tylko doraźnie. Oglądając jakiś filmik na YT, przypomniało mi się, że mam takiego gagatka.

I co?

Miłość od pierwszego użycia. I to dosłownie. Leciutka konsystencja, to nie jest tonik, bardziej przypomina rzadki żel. Szybko spływa z dłoni, więc warto mieć to na uwadze. Choć jak dla mnie to taka klasyczna esencja, więc nie ma się czym irytować. Praktycznie bez zapachu, choć może tylko mojej uwagi przez te miesiące nie przyciągnął. Cudownie się rozprowadza, ekspresowo wchłania, pozostawia lekko lepką warstewkę, która jednak z czasem zanika i o dziwo, nie przeszkadza mi.

Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Czasami zdarza się delikatne mrowienie, jak skórę mam rozdrażnioną, ale mija samo i nie trwa nawet 5 minut. A po peelingu też jej używałam. No i moje wrażliwe oczy, ani razu na nią nie protestowały. Zresztą kiedy ja jej nie używałam? I z czym jej nie używałam? Od pierwszego użycia jakoś w kwietniu, nie było dnia, żebym nie nałożyła jej co najmniej raz dziennie, choć zazwyczaj nakładam rano i wieczorem.

Jak używam?

Na oczyszczoną i stonizowaną skórę, nakładam sporą jej ilość na całą twarz. Najpierw pod oczy, potem na twarz, szyję, kark, czasami nawet we włosy resztkę wcieram. Zdarzały mi się dni, kiedy dawałam jej chwilę na wchłonięcie i dokładałam kolejną warstwę. Zazwyczaj jednak kończyłam na 1 warstwie, ewentualnie dokładając krem pod oczy i ostatnio SPF. Tudzież na esencji robiłam makijaż. Od kiedy jej używam zapomniałam o kremach na dzień.

Wieczorem było podobnie. Choć co któryś wieczór dokładałam coś ekstra. Zazwyczaj były to kwasy lub witamina C, które lądowały po toniku. Dawałam im chwilę czasu na samodzielne działanie. A potem nakładałam esencję i na niej kończyłam, bądź dokładałam krem. Jednak krem traktowałam jako gratis, który zabezpieczy mi wszystko to co pod spodem, bądź poduszkę, przed pomarańczą z witaminy C. Niż wielką potrzebę mojej skóry, tym bardziej, im goręcej się robiło.

Bio-esencja naprawcza, Pure Care z Bandi.
Bandi – Pure Care – Bio-esencja naprawcza

Makijaż?

Bezproblemowy, nic mi się tu niepokojącego nie działo. Co prawda w tym okresie, nie przesadzałam ze szpachlą. Ale nawet jak nałożyłam coś trwalszego, to skóra nie protestowała. Nie czułam ściągnięcia. Ze wszystkim mi się dogadywała. Tak więc opcja idealna dla mojej mieszanej skóry z tłustą strefą T na ciepłe miesiące.

Ma tylko jedną wadę!

Atomizer! Co prawda o tym usłyszałam, już przy krótkiej recenzji o niej, więc byłam nastawiona. Jednak irytowało mnie to za każdym razem i nadal tak jest. Zazwyczaj nie jestem fanką zatyczki z dziurką, jak to jest w wielu tonikach, ale tu na takie rozwiązanie bym nie narzekała. Tym bardziej, że i tak muszę wylać sobie porcję na dłoń i dopiero aplikuję esencję palcami, na wybrane partie twarzy, np. choćby pod oczy, a dopiero na koniec wcieram sobie resztkę dłonią w większe partie. Natomiast ta końcówka podaje za mało i powoduje taki rozbryzg, że ciężko, nie zachlapać łazienki i siebie.

A co robi?

Cudownie nawilża, ciut odżywia i zabezpiecza skórę. Dosłownie zmarszczki mi się po niej prostują. Już dawno moje 2 bruzdy na czole nie były tak mało widoczne. Nawet skóra pod oczami, nie jest już taka cienka, wiotka i pomarszczona. Nie tyle prasuje mi skórę, co wypycha wszelkie zagięcia. I nie przesadzam tu ani trochę. Co więcej, nie trzeba czekać miesiącami na taki efekt, bo już po pierwszym użyciu czuć i widać różnicę. A po tygodniu sama się dziwię temu co w lustrze widzę. Ideał dla skóry odwodnionej.

55 letnia skóra sucha

Skóra mojej mamy jest po przeciwnej stronie barykady, bo ma skórę klasycznie suchą. Wciąga wszystko co się na nią nakłada, kremy określane przez producentów jako tłuste, u niej nawet się nie błyszczą. Kupiłam mamie i teściowej esencje na Dzień Matki, tak mnie zachwyciła. Od tego czasu, moja mama używa jej codziennie, na wieczór. A ona ma jeszcze większe problemy z regularnym używaniem produktów niż ja. Jeśli używa czegoś codziennie to to coś musiało bardzo przypaść jej do gustu. Póki co esencji używała tylko na twarz i szyję, ale pod oczami też ma wypróbować. Mówi, że świetnie nawilża i wygładza skórę.

Bio-esencja naprawcza, Pure Care z Bandi.
Bandi – Pure Care – Bio-esencja naprawcza

Podsumowując:

Opakowanie jest zdecydowanie do wymiany. Poza tym to dla mnie produkt doskonały na wiosenno-letnie miesiące. Co ciekawe zachwyca nie tylko moją 35 letnią skórę mieszaną, odwodnioną, z tłustą strefą T, normalnymi bokami, wrażliwą zwłaszcza w okolicy nosa i przesuszoną skórą pod oczami. Ale również klasycznie suchą skórę mojej mamy. Szczerze polecam, u mnie zagości na dłużej.

Bio-esencja naprawcza, Pure Care z Bandi.
Bandi – Pure Care – Bio-esencja naprawcza