Ammann Jean, Erhard Loretan – Ryczące ośmiotysięczniki

Erhard Loretan - Ryczące ośmiotysięczniki
Erhard Loretan – Ryczące ośmiotysięczniki

Nie mogę napisać, że kocham góry, bo nie często tam bywam. Mieszkam nad morzem i to jakoś dla mnie bardziej naturalne środowisko. Jednak muszę przyznać, że fascynują mnie ludzie, którzy podporządkowali swoje życie szczytom. A wszystko zaczęło się od Adama Bieleckiego.

Erhard Loretan – Ryczące ośmiotysięczniki

Nota ze strony Wydawnictwa Agora:

Szwajcarski himalaista Erhard Loretan, wspinaczkowy partner Wojtka Kurtyki, był trzecim – po Messnerze i Kukuczce – człowiekiem, który zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczników. Ale Loretan został legendą, zanim jeszcze poznał Kurtykę i sięgnął po Koronę Himalajów i Karakorum. Jako jeden z pierwszych zaadaptował do warunków himalajskich  styl alpejski, w którym mała grupa wspinaczy do minimum ogranicza sprzęt i czas potrzebny do pokonania szczytu oraz nie korzysta z tlenu. Prawie wszystkie zdobyte szczyty w górach wysokich pokonał właśnie w ten sposób. Takie podejście do wspinania zaowocowało również rekordami prędkości. Lorentan w 1986 roku wszedł na 38 szczytów w ciągu 19 dni a kilka lat później zdobył 13 północnych ścian Alp Berneńskich w 13 dni! Mimo tak niezwykłych osiągnięć pozostał skromnym człowiekiem, który przyznawał, że jego celem nie jest rywalizacja z innymi wspinaczami.

Jednak biografia Loretana to nie tylko opowieść o cenionym zdobywcy Korony Himalajów. To także dramatyczna historia człowieka, którego nieustannie ściga śmierć.

Loretan nie ukrywał, że wspinanie w górach wysokich wiąże się z ogromnym kosztem psychicznym i fizycznym. Z szokującą szczerością opisuje jedną z wypraw na Cho Oyu, podczas której jego partner Pierre-Alain Steiner spadł w 100-metrową przepaść. Loretan przyznaje, że zawołał partnera lecz nie spodziewał się usłyszeć odpowiedzi. Ku jego zaskoczeniu Steiner odkrzyknął, a Loretan słysząc głos przyjaciela nie poczuł jednak ulgi ani radości, ponieważ przeprowadzenie akcji ratunkowej było niemożliwe. Pierre-Alain Steiner zmarł na jego rękach.

W 1995 roku Loretan jako ostatni widział na Kanczendzondze żywego Benoita Chamoux. Francuz zaginął bez wieści w okolicach wierzchołka.

Także  życie osobiste Loretana na zawsze zostało naznaczone tragedią, która wydarzyła się w 2002 roku. Loretan był odpowiedzialny za śmierć swojego 7-miesięcznego syna, którego zbyt mocno potrząsał chcąc go uspokoić. Kiedy odłożył dziecko do łóżeczka okazało się, że już nie żyje. To wydarzenie sprawiło także, że wycofał się ze wspinaczki aż do 2011 roku, kiedy to poniósł śmierć podczas wejścia na Grünhorn ze swoją partnerką Xenią Minder. Kobieta przeżyła wypadek i wyznała, że Loretan do końca życia czuł się winny śmierci syna.

Książka po raz pierwszy opublikowana w roku 1996, niedługo po tym jak jej autor wszedł w chwale na czternasty ośmiotysięcznik, została zaktualizowana po latach i obejmuje również zwięzły opis późniejszego życia Loretana, aż do jego tragicznej śmierci na Grünhornie w dniu 52. urodzin.

Osobiste uwagi i wspomnienia Loretana uzupełnione zostały o komentarze Jeana Ammanna, który jest dziennikarzem zajmującym się tematyką górską. Dzięki nim czytelnik poznaje głębszy kontekst historii Loretana i dostaje garść informacji, które ułatwią zrozumienie czym jest himalaizm i wspinaczka wysokogórska.

Erhard Loretan – Ryczące ośmiotysięczniki

Erhard Loretan i moje wrażenia:

Czytałam ją ponad miesiąc. Trochę mi zeszło, nie chciało mi się, miałam inne obowiązki, inne rzeczy były ciekawsze. A tak serio nie jest to najlżej napisana książka. Ogrom informacji ściśniętych na ciut ponad 200 stronach. Jednak pod koniec wiedziałam co mnie do niej zniechęciło. To, że już na początku dowiedziałam się, że Erhard Loretan nie żyje.

Mimo, że jego nazwisko dla wielu jest znane, ja nie znałam jego losów i wolałabym o końcu dowiedzieć się na końcu. Bo jakoś cały zapał do niej mi siadł. A przecież działo się dużo. Erhard Loretan był człowiekiem nieprzeciętnym.

Choć chciałabym, poznać go bliżej, bo jednak Ryczące ośmiotysięczniki skupiają się tylko na górach i jego osiągnięciach. O reszcie tego jaki był, jest kilka wzmianek, w tym jedna szczególnie tragiczna. Może to był jego wybór, w końcu zamieszanie wokół jego osoby nie sprawiało mu szczególnej radości.

Wydanie jest cudne, nawet mi nie udało jej się zniszczyć, zabierając ja wszędzie, licząc na wenę. Choć nie obraziłabym się na ciut mniejszy format.

I tak jak na nią narzekam, uważam, że to godna uwagi pozycja, która zostanie w moim domu. Bo jako dzieciak z przyjemnością bym po nią sięgnęła, szukając dreszczyku przygody. Zwłaszcza wiedząc, że to nie bajka. Choć muszę przyznać, że nie raz włos mi się na głowie jeżył, jak wyobrażałam sobie, to o czym czytałam. Więc liczę, że i mój syn kiedyś po nią sięgnie.

A ja mam ochotę przeczytać historię kolejnego himalaisty.

Erhard Loretan – Ryczące ośmiotysięczniki
Tags: No tags