Aleksandra Rumin – Zbrodnia po polsku

Aleksandra Rumin - Zbrodnia po polsku
Aleksandra Rumin – Zbrodnia po polsku

Pierwsza przeczytana książka w tym roku, to komedia kryminalna, czyżby to coś zwiastowało? Aleksandra Rumin i jej Zbrodnia po polsku wpadła w moje ręce przez Kaśkę z bloga Sklerotyczka, od tak bo zgadałyśmy się, że jestem jej ciekawa. Autorkę kojarzę głównie przez zabawne okładki jej książek. A co z treścią?

Aleksandra Rumin - Zbrodnia po polsku
Aleksandra Rumin – Zbrodnia po polsku

Nota ze strony Wydawnictwa Initium:

Na mieszkańców Warszawy pada blady strach, ponieważ na ulicach stolicy grasuje zabójca, który za cel obrał sobie młode kobiety. Jego tropem podąża kiepsko opłacany, ale niezwykle dzielny kwiat polskiej policji. Członkowie specjalnej grupy dochodzeniowej, na czele ze steranym życiem komisarzem, który zasłynął schwytaniem aż trzech seryjnych morderców, harują dzień i noc, by powstrzymać niebezpiecznego maniaka. Mogą liczyć na pomoc szkolonego za granicą profilera, wschodzącej gwiazdy polskiej prokuratury, rzeszy ekspertów, a nawet hierarchów kościelnych oraz samego ministra spraw wewnętrznych i administracji, ale dochodzenie, niestety, stoi w miejscu. Kiedy w wyniku przecieku wychodzą na jaw drastyczne szczegóły zbrodni, rozpętuje się medialna burza, a „góra” domaga się natychmiastowych wyników. Czy niestrudzonym stołecznym policjantom uda się złapać zwyrodnialca, zanim życie straci kolejna niewinna kobieta?

Aleksandra Rumin - Zbrodnia po polsku
Aleksandra Rumin – Zbrodnia po polsku

Moje wrażenia:

No cóż na początku było opornie, żeby nie napisać wręcz denerwująco. Styl autorki nie jest najlżejszy i niestety strony same się nie przewracają. Dlatego w grudniu na niej utknęłam. Ale w końcu historia się rozkręca. Komedia pomyłek, w której nie wiadomo, nieudolność policjantów, zbiegi okoliczności, czy zabawne teksy podrzucane często i gęsto przez autorkę niosą tą książkę.

Jednak humor jest bardzo specyficzny, dosadny, aktualny, a jednocześnie nie jest to niesmaczne, wulgarne czy agresywne. Bawi mnie to, łapię ten humor, a jednocześnie ani razu nie parsknęłam śmiechem.

Żeby nie było kryminału też jest tam ciut i muszę przyznać, że nie jest on mega oczywisty i wcale szybko się nie domyśliłam kto morduje. A jednocześnie rozwiązanie wcale mnie nie rozczarowało. Za to Jolanta mnie rozwaliła, od dłuższej chwili wiedziałam, że coś jest nie tak, ale tego się nie spodziewałam.

Im dalej w las, tym chętniej i szybciej ją czytałam. A przy końcówce kolacja poczekać musiała. Muszę przyznać, że mam co do niej mocno mieszane uczucia. Jednak w ostatecznym rozrachunku, choć nie bez przemyślenia tematu, podobała mi się. I w sumie z chęcią przeczytałabym pozostałe książki tej autorki, bo jej humor ma coś w sobie. Pozycja na tyle inna, że warto dać jej szansę i ocenić samodzielnie.