3 produkty – tusz do rzęs – Artdeco, Deborah Milano oraz La Roche-Posay

3 produkty to seria mini recenzji, dziś tusz do rzęs z Artdeco, Deborah Milano oraz La Roche-Posay.

Tusz to podstawa mojego makijażu, przez całe lata był w sumie jego jedynym elementem. A mimo to, ciężko jest mi wskazać, jeden konkretny, najbardziej ukochany tusz. Jednak to co jest od wielu lat wyznacznikiem dobrego tuszu, to silikonowa szczoteczka, wersja nie wodoodporna, a przede wszystkim taka, która nie będzie moich wrażliwych oczu podrażniała. Mało? To dopiero początek listy. Jaki jest Wasz ukochany tusz, a może jest ich wiele?


3 produkty to seria mini recenzji, dziś tusz do rzęs z Artdeco, Deborah Milano oraz La Roche-Posay.

La Roche-Posay – Respectissime mascara waterproof

Cena ok.60 zł. Nawet bym nie wiedziała, że mają tusze do rzęs, gdyby nie moja mama, która dostała go jako gratis do zakupów. Ona należy do tych już nielicznych kobiet, które interesują się zdrowiem i pielęgnacją, ale do kolorówki się nie zbliżają. Więc takie dziwactwa przypadają mi w udziale. Stąd też u mnie tusz wodoodporny, który jak już na wstępie zaznaczyłam, nie jest wersją po którą sięgam świadomie. Czemu nie lubię wodoodpornych? Bo potem trudno je zmyć, a póki co wszystko co podobno jest w tym temacie skuteczne, a ja tego próbowałam, w najlepszym razie podrażnia mi oczy. A to naprawdę nie jest tego warte, żeby praktycznie codziennie tak się katować. Co z tego, że mi tusz nie spłynie, jeśli korektor, nie mówiąc o reszcie tapety już tak, wtedy piękne rzęsy nie uratują mojego wyglądu. Co prawda taki tusz nie będzie mi się odbijał na tłustej powiece, ale też trudniej go zmyć, jak jeszcze świeżym machnę sobie powiekę. Wracając jednak tylko do tego gagatka. Całkiem przyjemny tusz, szczoteczka mimo, że klasyczna to pięknie rozczesuje rzęsy. Efekt jest bardzo delikatny, naturalny. Dobrze się trzyma, nie zauważyłam szczególnego osypywania. Nie robi krzywdy moim oczom. Stawia opór przy zmywaniu, ale nie było tragedii. Jednak samodzielnie, nawet próbując budować objętość, wiele się nią uzyskać nie dało. Nawet jak na moje skromne, zdecydowanie dzienno-biurowe preferencje. Więc zazwyczaj używałam go, gdy pogoda nie sprzyjała lub chciałam zwiększyć trwałość tuszu. Nakładałam go jako warstwę wierzchnią, a pod spodem lądował, jego konkurent z Deborah Milano, z którego idealnym rozczesaniem miewałam problemy. Takie połączenie to dla mnie ideał. Jednak nie spotkamy się więcej.

3 produkty to seria mini recenzji, dziś tusz do rzęs z Artdeco, Deborah Milano oraz La Roche-Posay.

3 produkty to seria mini recenzji, dziś tusz do rzęs z Artdeco, Deborah Milano oraz La Roche-Posay.

Deborah Milano – Dream look mascara

Cena ok.25 zł. Dostałam ją w ramach subskrypcji pudełka Be Glossy Golden Box. Miękka, pracująca, uginająca się lekko silikonowa szczoteczka. Klasycznie na początku tusz był bardzo wodnisty, obecnie jest już pełen grudek, choć nie suchy. O ile na początku nie dało się go używać, bo był tak mokry, że momentalnie odbijał mi się na powiekach i to wcale nie z braku zdolności w tym temacie. O tyle dobry miesiąc później bardzo się z nim polubiłam, fajny intensywnie czarny kolor, utrzymywał się bez problemu. Szczoteczka bardzo dobrze, choć nie idealnie, bo w zewnętrznym kąciku lubił mi się skleić, rozczesuje rzęsy, delikatnie wydłuża i pogrubia, czyli wszystko co lubię. Jednak dosyć szybko zaczęły się w nim tworzyć grudki, mimo, których udawało mi się uzyskać zadowalający efekt, ale bywały takie dni, że blisko mu było do kosza. Co jednak ciekawe dużo czasu potrzebował, żeby przestał się nadawać do użycia. Ach te grudki, ćwiczyły moją cierpliwość, gdyby nie one, chętnie bym jeszcze do niego wróciła, bo przez chwilę bardzo się lubiliśmy. Nie uczula, nie podrażnia. Po bardzo długim dniu, zdarzało mi się widzieć osyp, ale nie jakiś drastyczny.

3 produkty to seria mini recenzji, dziś tusz do rzęs z Artdeco, Deborah Milano oraz La Roche-Posay.

3 produkty to seria mini recenzji, dziś tusz do rzęs z Artdeco, Deborah Milano oraz La Roche-Posay.

Artdeco – Ultra effect mascara

Cena ok. 30 zł. Cudownie małe opakowanie, wszystkie powinny być takie same. Kupiłam ją kawał czasu temu w Douglasie i dzięki swojemu rozmiarowi trafiła do mojej torebkowej kosmetyczki, wstyd się przyznać, jaki czas temu. Nie była używana szczególnie intensywnie, bo zazwyczaj jednak makijaż robię w domu. Ale był taki okres w moim życiu, kiedy to każda minuta rano była na wagę złota. Nie wiedziałam, czy trasa do pracy zajmie mi 40 minut czy 1,5h. A ponieważ nie trawię się spóźniać, wyjeżdżałam wcześniej. Ale jak to przy małym dziecku bywa, zdarzają się niespodzianki tuż przed wyjściem, z czym tusz potrafił przegrać. Więc tuszowanie rzęs w samochodzie pod pracą, wcale nie było takie rzadkie. I tak mi właśnie przez większość czasu służyła. Nie uczula, nie podrażnia, nie osypuje się. Idealnie rozczesuje rzęsy, nie zbija się w grudki. Daje bardzo ładny, naturalny, ale zauważalny, głównie przez wydłużenie i podkreślenie, efekt. Szczoteczka jest dosyć sztywna, tak samo jak włoski, które potrafiły kłuć, choć zdecydowanie nie jest to poziom tuszu z Pupa, którego musiałam się pozbyć, tak znęcał się nad moimi powiekami. To jeden z tych nielicznych tuszy, które szybciej zużyjesz niż Ci wyschną. Bardzo go lubiłam przez cały czas używania. Gdyby nie to, że już czas na niego i już w końcu zrobił się suchy … Jednak tak pozytywne wrażenie na mnie wywarł, że planuję więcej spotkań z ich produktami. 

3 produkty to seria mini recenzji, dziś tusz do rzęs z Artdeco, Deborah Milano oraz La Roche-Posay.

Podsumowując:

Całkiem przyzwoite tusze, nie były dla mnie totalną męczarnią. Nie zrobiły mi krzywdy, a to przy wrażliwych oczach trzeba jednak docenić. Ale La Roche-Posay nie powala spektakularnym efektem, a nawet moje raczej skromne wymagania, nie zostały spełnione. Deborah Milano zniechęcił mnie krótkim okresem, w którym się uwielbialiśmy, a potem były tylko grudki, nad którymi trzeba było się napracować. Artdeco to średniaczek, choć tu w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo za wiele mu zarzucić nie mogę poza tym, że włoski szczoteczki mogłyby być bardziej miękkie, a objętość trochę większa. W końcu jak często tusz dostaje plus za kompaktowe opakowanie? Do Artdeco mogłabym wrócić, ale czy i kiedy to nastąpi, zobaczymy, bo w sobotę wzbogaciłam się o 2 kolejne nowe tusze, z którymi jeszcze przyjemności nie miałam. Mam nadzieję, że do czasu ich recenzji, opanuję w końcu zbliżenia oka. Na razie opornie mi to idzie, jakoś nie jestem fanką selfiaczków i ciężko mi się zmotywować, żeby je trzaskać z rana przed pracą, a weekend raczej makijaż sobie odpuszczam.

3 produkty to seria mini recenzji, dziś tusz do rzęs z Artdeco, Deborah Milano oraz La Roche-Posay.