3 produkty – podkład – Bell, Benefit, L’oreal



Im więcej podkładów używam, tym bardziej nachodzi mnie myśl, żeby je olać i dać szansę podkładom mineralnym. Ale przed tym muszę dać jeszcze ostatnią szansę swoim zapasom, będę mogła się ich pozbyć bez wyrzutów sumienia.

L’oreal – True Match – Vanilla. Piękny żółty kolor, nawet trochę za żółty, w zależności od światła mam wrażenie, że w połączeniu z moją skórą wpada w złe odcienie żółci. Niweluje moje zaczerwienienia, ale jednocześnie nie wyglądam na najzdrowszą. Rozprowadza się super, można dojść do średniego krycia. Niestety z moimi cieniami pod oczami sobie nie poradzi, ale tu ciężka artyleria jest potrzebna. Podkreśla moje rozszerzone pory, podkreśla całą fakturę skóry. Po 2-3h zaczynam się świecić, zbiera mi się przy nosie, po 4-5h potrzebna jest ingerencja i ściągnięcie sebum, spora część tego co było w okolicy nosa już się rozpuściła i zniknęła. Po 6h wyglądam nieświeżo i nie muszę sobie przysuwać lusterka. Mam go już długo, kocham i nienawidzę. Nie przesusza, nie podrażnia, nie zapycha, rozświetla i jest bardzo komfortowy dla skóry. Niestety póki co nie trafiłam na połączenie z kremem, pudrem czy bazą, które by ograniczyło to jak szybko źle wygląda na mojej twarzy. 
Benefit – Hello Flawless – Ivory . Krycie słabe, w najlepszym wypadku słabe średnie, raczej forma wyrównania kolorytu. Nie zakryje niewielkiego zaczerwienienia po podrażnieniu od nowego kremu Kiehl’s. Wchodzi w zmarszczki pod oczami, ale szybko przypudrowany już się nie zbiera, podkreśla rozszerzone pory, ale w granicach akceptowalnych. Stosowałam też ich sławną bazę pod ten podkład, pory były jeszcze bardziej widoczne, bo podbił widoczność miejsca, w którym była baza. Bardzo szybko zaczyna wyglądać nieświeżo. Dobrze trzyma konturowanie, ale w centralnej części twarzy wędruje, zbiera się wszędzie gdzie tylko może, ucieka z bardziej aktywnych jeśli chodzi o mimikę partii twarzy. 2 godziny od nałożenia nos i jego okolica już mocno się świeci, a z rana tylko ogarniałam się z synem, jechałam samochodem, siedziałam w pracy przy kompie, na dworze może z 10 minut byłam. Trzeba było szybko zbierać nadmiar sebum. Po 4h powtórka, więc znowu trochę z krycia uciekło. Moje sebum na nosie i w okolicy pozbywa się go w tempie ekspresowym. Ale co ciekawe potem już nie tracił na jakości. A dzień miałam długi +2,5h w kolejce do pediatry, po pracy, ze śpiącym dzieckiem na rękach. Choć może już zbyt zmęczona byłam. Producent obiecuje nieskazitelność, rozświetlenie i naturalny wygląd za 175,00 zł. Ja dla siebie w tym produkcie nic takiego nie znalazłam. Cieszę się tylko, że to tylko miniaturka z zestawu How to look the best at everything. Nie przesusza, nie podrażnia, nie zapycha, rozświetla i jest bardzo komfortowy dla skóry. Niestety póki co nie trafiłam na połączenie z kremem, pudrem czy bazą, które by ograniczyło to jak szybko znika z mojej twarzy. 
Bell – Illumi – 02 Beige. Bardzo ładny, jasny neutralny kolor, o lejącej konsystencji. Chyba pierwszy produkt z Bell, który nie oksyduje. Jest lekki, rozświetlający, nie zastyga. Krycie daje się budować, ale raczej w zakresie słabe/średnie. Wyrównuje koloryt świetnie, ale śladów po niedoskonałościach nie zakryje całkowicie. Trochę podkreśla rozszerzone pory. Dobrze współgra z pielęgnacją. Rozjaśnia moje cienie pod oczami, ale ich nie kryje. Fajnie sprawdza się jako baza pod cienie. Praktycznie nie wchodzi w zmarszczki. Oczywiście będę się świecić. Po 4h potrzebuję odcisnąć nadmiar sebum w strefie T, czyli ucieka też część krycia, ale po tym wygląda znośnie przez kolejne 4. Konturowanie trzyma się świetnie. Nie przesusza, nie podrażnia, nie zapycha, rozświetla i jest bardzo komfortowy dla skóry. 
Od lewej: L’oreal. W środku: Benefit. Od prawej: Bell.
Wiem, że jako posiadaczka skóry mieszanej raczej nie powinnam zapuszczać się w rejon podkładów rozświetlających. Ale … moja skóra wygląda ziemiście, niezdrowo, potrzebuje rozświetlenia. Wrażliwa cześć mojej skóry nie lubi podkładów matujących, które nie są dla niej komfortowe. Żółte tony dobrze działają na moje zaczerwienienia. Podsumowując: posiadaczki skóry suchej będą z nich dużo bardziej zadowolone. Cała 3 podkreśla pory, ale też fajnie rozświetla i jest bardzo komfortowa dla skóry, nie zauważyłam też, żeby mnie zapychały. Nie są trwałe i max po 4h potrzebują wsparcia, najgorzej pod tym względem wypada Benefit, potem L’oreal i najlepiej Bell. Co zaskakujące tylko Bell nie ciemnieje, Benefit ciemnieje minimalnie, ale L’oreal już zauważalnie. Rozrzut cenowy jest ogromy, Benefit 175 zł; L’oreal 59 zł, choć praktycznie zawsze jest dużo tańszy; Bell około 15 zł. I teraz pewnie wiele z Was zaskoczę, ale L’oreal i Benefit poszły dalej, a ja zostawiłam sobie tylko Bell. Moim zdaniem jest najlepszy z tej 3, pod każdym względem, choć niestety idealny dla mnie nie jest, ale wykończę go bez oporów.
Polecicie mi jakiś podkład, który ma szansę stać się moim ideałem?