3 produkty – Dermaglin

3 produkty firmy Dermaglin. 

Maseczki firmy Dermaglin, kojarzę je od lat, ale jakoś nigdy nie mogłam się zdecydować na zakup. Ale jako, że ostatnio mam straszną fazę na maseczki i jestem bardziej wyczulona na ich punkcie, to nie dało się nie zauważyć, bardzo dobrych opinii na ich temat, zwłaszcza dziewczyn wkręconych w bardziej naturalną pielęgnację. 
Kupiłam wszystkie rodzaje ich maseczek do twarzy dostępne w pierwszym Rossmannie do jakiego zaszłam. Ale z tego co widziałam ostatnio w Hebe to mają jeszcze bogatszą ofertę. Te 4 sztuki ze zdjęcia powyżej dostałam na spotkaniu blogerek w Sopocie organizowanym przez Karolinę. A skoro już mam tak wiele maseczek jednej firmy, a do tego jakieś już testowałam i mi się sprawdziły, to musiałam zrobić małe porównanie produktów 1 firmy. Tak więc zapraszam na 3 produkty, moim okiem.

Maseczka regenerująca. Lekko rozwarstwia się w saszetce, ale nie jest to jakoś mocno uciążliwe. Bardzo przyjemna kremowa konsystencja, łatwo się rozprowadza. Cała saszetka starcza na grubą warstwę na twarzy i szyi. Dosyć szybko wysycha, ściąga bardzo mocno, ale woda termalna radzi sobie z tym świetnie. Daje się zmyć całkiem przyzwoicie za pomocą gąbeczki Konjac, ale i bez niej nie jest to szczególnie uciążliwe. A skóra po niej jest obłędnie gładka i taka zostaje przez wiele godzin, po zmyciu użyłam tylko wody termalnej, a moja skóra nie krzyczała o krem, to się praktycznie nie zdarza. Jestem wrażliwcem, moja skóra jest podrażniona po myciu, czy nawet toniku, dlatego wolę atomizer niż wacik. Krem lub serum chwilę po toniku to u mnie mus, bo skóra swędzi i piecze, aż dostanie warstwę kojącą. Po tej masce nic nie musiałam, a to był mój dzień wolny w domu, sezon grzewczy w pełni, sprzątanie, gotowanie … typowy dzień wolny kobiety. Jestem mega zadowolona i na pewno będzie częstym gościem w mojej szufladzie. Miałam też BIO maseczkę przeciwzmarszczkową, której użyłam rano w Wigilię oraz wieczorem 1 dnia Świąt. Skóra była cudownie gładka, makijaż nakładał się, trzymał i wyglądał lepiej niż zazwyczaj. A poza tym w ferworze przygotowań do Świąt po jej zmyciu, nie użyłam nic i skóra nie była podrażniona, nie wolała o wsparcie. A to mi się nie zdarza. Jest podzielona na 2 części, co jest jej niewątpliwą zaletą. Miałam też Maseczkę oczyszczająco-odżywczą. Jak na mój gust niewiele się miedzy sobą różnią i jestem z nich tak samo zadowolona.

Maseczka do skóry głowy. Mała pojemność, jak na mój gust. Na skórę głowy, 20g dla mojego męża byłoby ok, ja mam włosy krótkie do ucha, ale żeby przyzwoicie rozprowadzić produkt, żeby rzeczywiście dotarł do skóry głowy, produktu powinno być co najmniej 2 razy więcej. Podczas leżenia w wannie z tą maseczką na głowie nie odczuwalna żadnego dyskomfortu. Zmywa się banalnie prosto, wystarczy dobrze spłukać. Maskę nakładałam na zwilżone włosy podczas wieczornej kąpieli, tylko spłukałam głowę, pozwoliłam im naturalnie wyschnąć i poszłam spać. Rano włosy u nasady nie były tłuste, co jest dla mnie normalne, dlatego całe życie myje włosy rano. Włosy robią wrażenie świeżo umytych, a nie używałam szamponu. Są też miękkie, choć lekko tępe, nie mam siana na głowie, mimo, że nie nałożyłam odżywki, a włosy schły naturalnie. Skóra głowy mnie nie swędzi. 

Maseczka do stóp. Ogromna pojemność. 40 g na obie stopy, starcza na grubą warstwę, jak na mój gust połowa by wystarczyła. Szybko zastyga, ale na stopach zupełnie mi to nie przeszkadzało. Niestety efektów szczególnych nie zauważyłam. Tudzież nie widzę różnicy przed i po jej użyciu. 

Prezent od Anety W. 

Taki cudowny prezent dostałam od Anety W. niestety nie chce dać się namówić na pisanie bloga, ale będę ją próbowała 😜 Zestaw motywacyjny zostanie wykorzystany.

Zgadnijcie, jak wyglądała moja wanna po tych 3 maskach. Wcale nie tak najgorzej, w dwóch miejscach musiałam się wspomóc ręką, ale zdecydowana większość spłynęła sama do odpływu, wystarczyło tylko spłukać. To jest cecha wspólna tych masek, łatwo się ich pozbyć tylko przy użyciu wody. Nie robią nic złego, nie podrażniają, a wręcz łagodzą. Jedyne do czego trzeba być przygotowanym to to, że szybko zastyga i trzeba mieć choćby wodę termalną w pogotowiu, ale to jest uciążliwe tylko w przypadku masek na twarz.

Kocur Wełniak. 

A tak oto wygląda stanowisko pobytu stałego mojego kocura, praktycznie od tygodnia nie opuszcza choinki. Uzależnił się od wody choinkowej. Póki co stan bombek został uszczuplony o 3 sztuki.


Posty z grudnia 2015:
– ulubieńcy
– denko
– zakup specjalny – Fitomed
– mój sposób na ciężki dzień
– Vichy – Idealia – Life Serum
– jestem uzależniona
– książki przeczytane w listopadzie



3 produkty:
– serum do twarzy – Pat&Rub, It’s skin, Alterra
– pielęgnacja okolicy oka – Pat&Rub, La Roche Posay, Alterra
– peeling do ciała – Organique, Perfecta, Bandi
– tusze do rzęs – Avon, Benefit, Bourjois
– demakijaż oczu – Sylveco, Bielenda, Nivea
– płyn micelarny – Nivea, Sylveco, Biały Jeleń
– płyn micelarny – Allverne, Dermedic, Tołpa
– tonik – Bandi, Evree, Purles
– płatki pod oczy – Efektima, L’biotica, Yunifang
– maska w płacie – Bielenda, The Creme Shop, EyeMed
– krem pod oczy – Kiehl’s, Nuxe, Bandi
– maska w płacie – Conny, Skin79, Yunifang 
– maska oczyszczająca – Make Me Bio, Meiking, Sephora
– peeling do ciała – Fresh&Natural, Perfecta, Farmona
– tusz do rzęs – Volume Million Lashes
tusz do rzęs – Kimuse, Lovely, Nars
– peeling do twarzy – Bandi, Be Organic, Lirene
– pielęgnacja stóp – Compeed, Gehwol, Beauty Bird

– krem pod oczy – Kiehl’s, Tołpa, Ziaja
– korektor – Bourjois, Eveline, Rimmel

– korektor – Collection, Maybelline, Nars– podkład – Bourjois